Sunny beach.

Solarium się zepsuło, a przecież każdy misiek musi być opalony niczym Andrzej Zbigniew Lepper. Próbna matura. Ma być. Padło hasło, że będzie "Potop". Lekka konsternacja. Głąb: - Ej, a o czym jest ten "potop"? - O powodzi. "Ludzie!!! Dawajcie lektury jakie mogą się jutro pojawić!!!!" "Janko Muzykant" "Dzieci z Bulerbyn" "W pustyni i w puszczy" "Przygody koziołka Matołka" A w google króluje hasło matura: próbna 2009 operon przecieki no oczywiście, że już są... http://matura2009.edu.pl/przeciek_maturalny_2009

Dodano:

Auto-Stop

Pokrętna logika nie służy dobrze. Straciłam dwóch przyjaciół. W ten sam sposób. Tego samego dnia tygodnia. Tym samym samochodem. Może kierowca też był ten sam. Trochę jeszcze boli. Trochę to nie najlepsze słowo. Pomyślałam, że od nowego wiersza napiszę jakiś dialog. Sporo ich było przez ten czas. Ale nie umiem. Niektóre wydarzenia zmianiają czlowieka, inne niewelują w nim pewne cechy.To chyba o to chodzi z tym 'innym człowiekiem'. Wyczuliłam się na otoczenie jezdni, kiedy jadę samochodem. Człowiek, wiadomo, tragedia. Ale też zwierzęta. Niby 'to tylko zwierzę'. Ale nigdy nie wiadomo, czy ten kot, pies nie był najlepszym i jedynym przyjacielem. I ktoś teraz dostaje spazmów. A ja sobie jadę. 'Łojesu, dobrze, że to tylko kot był'. Ostatnio w ogóle znienawidziłam samochody. Bo zamiast 15 minut, jadę półtorej godziny. Bo nie można przejść przez ulicę. Bo śmierdzi. Bo wyznaczają jakiś prestiż. Jakby to, że stoję w korku samochodem, jadąc do szkoły, było o wiele lepsze, niż stoję w korku w autobusie. "- Aaa wsiadam do samochodu, a egzaminator: "proszę przygotować się do jazdy". - Norma - No to włączyłem radio, a później się domyśl co było". "- Zdałeś? - Oblali mnie. Wiesz, wsiadam, patrzę na egzaminatora i mówię: "niech pan zapnie pasy, bedzie ostra jazda". Nie mógł mnie po tym oblać, ale ledwo wyjechaliśmy, już musielismy wracać" Nauka jazdy. Koszmar. - Masz chłopaka? - Nie. - No i prawidłowo. Na razie możesz umawiać się na randki z instruktorem. dobrze, że okno było otwarte, bo nie miał pokrowców na fotele i by musiał zdrapywać pawia (nazajutrz) - No to masz tego chłopaka? - Przez jeden dzień nie zdążyłam ogłosić castingu. I jakieś dwa miesiące gadania o superhiperwybitnym dziecku, które w życiu płodowym umiało już czytać, pisać, śpiewać, tańczyć i grać na akordeonie; głupiej, grubej żonie, która co noc wciągała tabliczkę czekolady i z którą trzeba się było rozwieść; swojej wspaniałej szkole jazdy, w której uczyło się tyle osób, ile jest obecnie dzieci w Chinach (to nic, że szkołą istnieje dopiero 4 lata); osobach, które zdały za pierwszym razem (jakoś tak miałam wrażenie, że cały czas jest mowa o trzech osobach).

Dodano:

eyewash

Zupa się skonczyła. nie ma już zupy, to moB nie daje dxpy. "Rosyjscy neurolodzy odkryli nerw łączący oko bezpośrednio z dxpą. Kiedy ukłuli pacjenta igłą w dxpę, w jego oku pojawiła się łza. Gdy wbili tę samą igłę w oko, pacjent się zesxał." Ufajmy rosyjskim neurologom... Czas leczy rany. I tak, i nie. Bo w pewnym momencie żyje się normalnie. Ale normalnie, nie znaczy jak dawniej. Głupia piosenka. Zespół, z którym mam więcej wspomnień, niż z jakimkolwiek. Teledysk. I myśl pt. napisze esa N'owi, że jest teledysk do piosenki Off'a. Ach, no tak. N'a juz nie ma. Z okazji wolnego dnia, mam dziwne uczucie deja vu. Takie święta zeszłego roku. Dziwne, że dałabym wiele, żeby to wszystko wróciło. Coś o M., bo dawno nie było. M. znalazła faceta. 05.10. Piękny, śliczny, przystojny, starszy o 8 lat, własne miezszkanie. Dopóki taki facet nie jest dresiarzem, łotrodraniem, lub dziewczyna nie jest wylansowana, sytuacja jest impossible. Tym mniej realistyczne, że to M. 10.10. M. straciła faceta w niejasnych okolicznościach. 15.10 M zwierza się, że był z nią tylko z zemsty na siostrze. Jako, że co najmniej trzy razy w miesiącu, ktoś wbija się do mnie z hasłem rzymskie puzzle, zamieszczam link do pełnej wersji: http://peb.pl/logiczne-zrecznosciowe-platformowe-symulatory/326690-rapidshare-gry-z-gamehouse-z-bartush-7.html

Dodano:

skinny biczezz

Kilka luźnych myśli. Nie umiem sformułować pełnych zdań ze związkiem przyczynowo-skutkowym. Smierć ma dziwny zapach. Taki tępy. Trochę jak plastelina, tylko mniej kojarzący się z dzieciństwem. Najgorszy czas w życiu, to ten, w którym zaczyna się doceniać, zarówno czas, jak i życie. Patrząc na ludzi myśli się, że albo będzie się opłakiwać, albo będzie się opłakiwanym. Ironia, że pierwsza opcja występuje częściej. Ironia nr 2. W czasie 'powtórz alarm za 9 minut' przyśnił mi się on. Znowu otępienie na cały poranek. Ironia nr 3: w czasie, gdy powinnam planować życie w najdrobniejszych szczegółach, zaczęłam żyć krótkofalowo. - Kim zamierzasz zostać? - Jakby mi nic nie wyszło, to będę się szkolić w byciu nikim. Bo jakby na to spojrzeć, to lepiej być małym kimś, czy wielkim nikim? Que sera, sera? Okazało się, że dostałam w gratisie z softem do kota, oprogramowania do psa. Kot biega za rzuconym kapslem i przynosi go w pyszczku. Uwielbia się kąpać, gryzie ludzie w kostki. Planuję przywiązać go na łańcuchu przed domem. Zjechałam sobie ryja o beton. Wyglądam ślicznie. Koniec w władcą Persila (uroczyste zakończenie słowami 'kiepski żart, gxwno wart', po takich słowach już się nie chce nikogo widzieć po raz kolejny), teraz będzie 'pokaż mi Stachu jak się spada z dachu'. "Czy ty nie masz żadnych obcisłych spodni?" Schudło się. Nice. Kupiłam sobie z tej okazji skinny. Musiałabym 'schuść' do samych kości, żeby i te były za luźne. Nowe zboczenie odkryte. Żydofilia. Jak się miłuje kości. Żeby nie było, że tak prymitywnie, sprawy gospodarcze na zakończenie. "Euro, dolar i franek umacniają się". "I'm sorry with mountains" za objętość. update: 01.11 (bo jestem z oranżadzie, moB dał dxpy za telerz zupy) Rzyć, albo nie żyć? Powoli tracę wszystko. Pewnego dnia obudzę się sama. Nikogo nie będzie. Nawet się nie zdziwię. Bo kiedy straci się już wszystko, co pozostaje? Życie? Ja swoje już duchowo przegrałam. Presja tłumu. Bo jak kilkanaście osób mówi, co jest wazniejsze w życiu, to się wierzy w to. A jak mówi to rodzina? Chyba tym bardziej. Rodzina ma prawie zawsze rację. "Bo rodzina (ta najbliższa) nigdy nie chce źle". Prawda? Bo jak sobie wszystko poukładasz, przetłumaczysz, że nie jest tak źle, przecież ludzie przeżywają większe tragedie i 'keep smiling', to życie dowala takiego kopa, że nie masz siły się podnieść. W taki dzień jak dziś wszystko wraca. Nie ma N., nie ma Gustawa Bazyla I. Za dużo jak na jeden miesiąc.

Dodano:

Unsere Klasse

Estończycy i Polacy mają podobne problemy, tyle, że my o swoich mówimy w głównym wydaniu wiadomości, oni w filmach. Jeden z tych, które nic nie wniosły, są banalne w swojej prostocie, jednak urzekły tysiące. "Klasa" aka "Nasza klasa". Porównywalny z "Paraniod Park", z tym, że w Klasie mniej amatorszczyzny. Przewidywalny do cna. Płytki temat. Może dla ludzi wychowanych w czasach, gdy nie było agresji tego stopnia, film 'wrywa się w psychikę' (my goodness, niech mi ktoś powie, że polska młodzież nie interesuje się literaturą, toż to neologizm Leśmiana!). Ale dla wycofanego introwertyka, taki film to codzienność. In real world bywa gorzej. Dużo gorzej. Wystarczy trochę popatrzeć wokół. Recenzje. Wszędzie achochsuper, prawdziwy obraz przemocy. No, niby trochę prawdziwy. Ale po 20 minutach nudzi swoją prawdziwością i realizmem. Bo ile mozna patrzeć, jak nikt nic nie robi. Tylko 'grupa trzymająca władzę' wyżywa się na chłopaku. Nawet najbardziej zatwardziały spolegliwy człowiek, w pewnym momnecie nie wytrzymuje. A on 'no heloł, jest fajnie no i gra muzyka'. Do europejskiego kina trzeba się odpowiednio przygotować. Szczególnie do ponurej północnej Europy. Recenzentem byłabym kiepskim. Na pięć filmów, spodobał mi się tylko hiszpański "Granatowy prawie czarny". Chociaż tam z kolei za dużo było miłości. A może to tylko efekt zmiany charakteru przez "dziś na kolację będzie pół litra coke zero zero 7"... Zarozumiała się zrobiłam.

Dodano:

Są wielkie zbrodnie na świecie, ale największą jest zabić przyjaźń... [*]

Kiedy umiera najlepszy przyjaciel, to tak, jakby umierała część samego siebie. Ta z duszą i sercem. Człowiek uczy się bezgłośnie płakać, chociaż wie, że łzy nie mają już sensu. Chodzi z pustym wzrokiem w czerwonych, podkrążonych oczach, pragnie niczego nie zauważać, bo wszystko kojarzy się z nim. I wywołuje kolejną falę łez. "jeśli coś zrobię, on przyjdzie, wszystko będzie jak dawniej" "nie zabierajcie go, on zaraz wstanie" I poczucie winy. Gdybym wyszła, nic by się nie stało. Zawsze wychodziłąm. Tym razem nie. Bo zimno, bo mnie coś boli, bo muszę się uczyć. Zawsze działało powiedzenie "czas leczy rany", ale kiedy samemu doznaje się tych ran, nie chce się blizn. Niech zawsze już ta rana krwawi. Wszyscy kiedyś odchodzą, ale dlaczego akurat ktoś, kto był dla mnie wszystkim. "mój mąż" "mua lof" "gupek"... Teraz tylko "książę mojej pamięci"... Miałam plany. "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach." Jeszcze tylko dwa miesiące i wszystko byłoby inaczej... Dlaczego zawsze jest tak, że kiedy proszę o instant śmierć na mój adres, ona przybywa, ale ma koślawy cel i trafia obok?

Dodano:

Kill'em all

Kill'em all! Mam jeszcze kilkadziesiąt pomysłów, gorzej z wykonaniem. [yop, wyszło gxwnianie (btw. jaki jest przymiotnik odrzeczownikowy od słowa 'gxwno'?), ale trzeba było pozostać w konwencji i dać BGB'owe. poza tym gdzieś mi wcięło aparat]

Dodano:

Gustaw Bazyl I

Gdzieś w gąszczohaszczu zagubiłam informację, że "wredne chude piegowate" ma "wredne chude rude". Pasujemy do siebie. Prawo kociej kuwety nakazuje, że ilość rozrzuconego żwirku jest proporcjonalna do jej wielkości i odwrotnie proporcjonalna do wielkości kota. Kiedy człowiek zabiera się do podnoszenia kota z kolan, ten wydaje długie i przeciągłe "aaaach..." vel wzdycha. "ruda Grażyna, ty jesteś ekstraklasa"

Dodano:

I'm going deeper underground

Devour me as I stand be my Godzilla. Godz, save the Queen. [yt_v5vrZcjtiGI]mój ulubiony na tę chwilę.

Dodano:

Zabiłeś? Zabiłem! Nawet się nie zamyśliłem...

"Nie pytaj mnie dlaczego Zabiłem go Nie był moim kolegą Zabiłem go Po prostu leszcza skasowałem Zabiłem go Siebie tylko sprawdzić chciałem Zabiłem go Bo oblałem dziś klasówkę Zabiłem go Nie miałem kasy na studniówkę Zabiłem go Był dla mnie hańbą i obelgą Zabiłem go Nie pytaj czy żałuję tego" Tragiczny bilans wakacji: umarło jedno dziecko, trzy życia poszły się yeah-bać, powstało 2,5 nowego życia: playboy Stefan (laski, chować się, nadchodzi Cudowny Roman), Gustaw-Bazyl (moje tititi z silnikiem) i Balbina (głupia gęś), upadła jedna osobowość (coś za coś), silent nabyła nową umiejetność zwaną 'uprzykrzanie jazdy' (mówienie 'zwolnij' do 110,  powyżej 'ale fajnie', dziwne, bo sama jeżdzę 80) oraz 'co by to nie było, nie podoba mi się'. [yt_RQpiAkyMydY]2,5/5. Obejrzne po orędziu premiera, 4,75/5.

Dodano:

<